Akwaria w płockim zoo

Akwaria w płockim zoo


Akwaria w płockim zoo

W maju i czerwcu 2017 roku dwukrotnie odwiedziłem Miejski Ogród Zoologiczny w Płocku. Podziwiałem tam arystokratycznie wyglądające pantery śnieżne, majestatycznie i wysoko siedzące na skałach kondory wielkie, zawsze ciekawskie otoczenia ary szafirowe i młodego tapira malajskiego, który przyjechał właśnie z Amsterdamu, a nade wszystko otwarty po ośmioletniej przerwie i gruntownie w tym czasie odnowiony i zmodernizowany pawilon akwarystyczny. Zarówno za pierwszym, jak i za drugim razem miałem nie lada przewodnika w osobie dyrektora Krzysztofa Kelmana, który akwarystą jest niemal od urodzenia, a w dziedzinie hodowli dzikich żyworódek nie ma sobie równych i zasłużenie cieszy się międzynarodową sławą…

Kiedy tylko wchodzimy do budynku Akwarium w płockim ogrodzie zoologicznym, od razu uderza nas nieco mroczna atmosfera, rozjaśniana feerycznymi snopami światła pochodzącymi ze zbiorników ulokowanych po obu stronach wijącego się korytarza. Można tu znaleźć ryby i bezkręgowce ze wszystkich – nie licząc Antarktydy – kontynentów i z większości stref klimatycznych.

Cała ekspozycja składa się notabene z dwóch części. Zaraz przy wejściu można zobaczyć fascynującą ichtiofaunę Polski – i to zarówno rzadko pokazywanych w akwariach mieszkańców Bałtyku, jak i gatunki ryb zamieszkujące słodkowodne akweny śródlądowe. I tak, z jednej strony naszą uwagę zwracają dorsze, stornie i ryby łososiowate, a z drugiej choćby brzany i lipienie, zamieszkujące akwarium zatytułowane „Górny bieg Wisły”. W planach jest niewielkie zimnowodne akwarium morskie, którego mieszkańcami staną się iglicznie i wężynki, a także zbiornik z ekspozycją rodzimych przedstawicieli krążkopławów, czyli chełbiami modrymi (zwanymi potocznie „meduzami”). Z kolei w wysokim akrylowym zbiorniku, którego wnętrze można podziwiać ze wszystkich stron, obchodząc całość dookoła, znalazły się niewielkie ryby słodkowodne – choćby różanka, gatunek o niezmiernie interesującej biologii rozrodu, potrzebujący do złożenia ikry obecności małża – szczeżui.

Druga i zarazem znacznie większa część ekspozycji poświęcona została zwierzętom tropikalnym. Wycieczki szkolne i goście z różnych stron kraju (a nawet turyści z zagranicy) przyjeżdżają tu podziwiać głównie rekiny – żarłacze rafowe czarnopłetwe, którym zresztą – tak jak w naturze – towarzyszą w Płocku ryby piloty. Zwierzęta te, a uwagę zwiedzających przykuwają również kontrastowo ubarwione płaszczki, żyją zgodnie w zbiorniku o czterdziestotysięcznej pojemności. Z kolei wielobarwna rafa koralowa, tętniąca życiem pełnym egzotyki, została „zatopiona” w zbiorniku trzynastotysięcznolitrowym.

Gdzieś obok straszy kogoś murena, wyciągając swe walcowate ciało i szeroko rozdziawiając paszczę, a gdzie indziej uwodzicielsko i synchronicznie pływają, poruszając się z gracją we wszystkich kierunkach, koniki morskie.

Moją szczególną uwagę zwróciły natomiast – oprócz niebywale dorodnych piranii czerwonych i paku, a także imponujących rozmiarami sumów amazońskich, arapaim i cichli – wiosłonosy z Missisipi. Te rzadko eksponowane ryby – płockie zoo jest bodaj jedynym miejscem w Polsce, gdzie można im się naprawdę dobrze przyjrzeć – wywołują niesamowite wrażenie zwłaszcza wtedy, kiedy pobierają pokarm. Pływają z szeroko rozdziawionymi pyskami, czyli bardzo czułymi rostrami, w których zmieściłoby się naprawdę duże zwierzę, lecz one tymczasem łowią w ten sposób plankton. Krzysztof Kelman od razu dopowiada, że ten ciekawy gatunek „odżywia się na podobieństwo rekina wielorybiego albo waleni z grupy fiszbinowców. Wiosłonosy przez szeroko rozwartą paszczę przecedzają wodę, by cząstki pokarmowe, głównie plankton, osadziły się im na specjalnych »sitach«. Ryby te są więc typowymi »planktonożercami«, nie zaś drapieżcami. W Ameryce Północnej uchodzą dziś za gatunek zagrożony wyginięciem, co wynika między innymi z faktu, że do wód północnoamerykańskich dostało się wiele inwazyjnych taksonów azjatyckich, które potrafiły skutecznie zdominować tamtejszą ichtiofaunę”.

Idziemy dalej, rozglądam się, fotografuję, słucham i mogę stwierdzić, że także miłośnicy tęczanek z Antypodów, pasjonaci afrykańskich jezior: Malawi i Tanganiki, zwolennicy biotopów rodem z Azji, Ameryki Środkowej czy Ameryki Południowej znajdą w zoo coś dla siebie. Po zapleczu, gdzie pełną mocą pracują systemy filtrujące i chłodzące, oprowadza mnie Bogdan Koczyk, kierownik sekcji Akwarium i Herpetarium. Widok z góry na rafę i pomykające przy powierzchni ryby jest zaiste niepowtarzalny.

Niedaleko pawilonu Akwarium znajduje się płytkie oczko wodne, w którym w sezonie wiosenno-jesiennym przebywają notropisy. Te fluorescencyjnie ubarwione rybki z Ameryki Północnej, które przebojem wdarły się do akwarystyki kilka lat temu, widowiskowo się tu wycierają. Natomiast niżej, stosunkowo blisko przepływającej nieopodal Wisły, znajduje się staw, w którym realizowany jest ważny projekt hodowli strzebli błotnej. Ryba ta, umieszczona w Polskiej Czerwonej Księdze Zwierząt, ściśle chroniona i w ogóle unikatowa w obrębie naszej ichtiofauny, po rozmnożeniu w zoo będzie reintrodukowana w środowisku naturalnym. Złoto-oliwkowe, nakrapiane strzeble w kształcie cygar można zresztą od niedawna zobaczyć w akwarium, które zostało ustawione na wolnym powietrzu na drewnianych żerdziach i odpowiednio zadaszone. Akwarium to ma wspólny ze stawkiem obieg wody.

Po dwóch czerwcowych dniach spędzonych w zoo na zwiedzaniu i fotografowaniu uczestniczyłem w VI Sympozjum Akwarystycznym, przeniesionym do Płocka z Żychlina. To jedna z wielu imprez, które pod auspicjami nowej dyrekcji odbywają się teraz w tutejszym ogrodzie zoologicznym.Ciekawym i godnym uwagi wydarzeniem były Mistrzostwa Europy Hodowców Gupika w kategorii par, które odbyły się w dniach 7–10 września.

Jak podobał ci się ten artykuł?

ZOOLO
Register New Account
Reset Password
Compare items
  • Business category (0)
  • Technology category (0)
Compare
0