Barwniak czerwonobrzuchy - pielęgnica dla każdego

Barwniak czerwonobrzuchy został opisany po raz pierwszy na progu XX stulecia przez systematyka i zoologa rodem z Brukseli, George’a Augusta Boulengera – tyleż legendarnego, co wszechstronnego i solennego pracownika British Museum w Londynie. I już od pokoleń bywa z powodzeniem hodowany w domowych akwariach, gdzie cieszyoko wyrazistymi barwami ciała oraz wspaniałymi zachowaniami rodzicielskimi. Obecnie obserwuje się renesans popularności tej ryby – zapewne dlatego, że jest ona śliczna i łatwa w utrzymaniu, a na dodatek chętnie przystępuje do tarła. Czy zatem można z czystym sumieniem polecić ją początkującym akwarystom?


Nazwa gatunkowa nie kłamie

Nikt chyba nie zaprzeczy, że Pelvicachromis pulcher jest uderzająco piękny. Dwie podłużne czarniawe pręgi na opalizującym tle (żółtym, zielonkawym i kremowym) stanowią swoisty kontrast dla „pawiego oka” - fakultatywnie występującego na płetwie grzbietowej i/lub ogonowej1. Wszakże o pełnej krasie ryby decyduje soczyście wiśniowa plama na brzuchu, która w okresie godowym, zwłaszcza u samicy, z daleka przykuwa wzrok każdego obserwatora. Eksplozja kolorystyczna u płci pięknej nie jest może w świecie ryb zjawiskiem bez precedensu, ale dużą rzadkością z pewnością tak. Samiec, mniej efektownie od swej partnerki ubarwiony, tym się jeszcze wyróżnia, że ma wydłużone i ostrzej zakończone płetwy.

Poza tym barwniak czerwonobrzuchy - chociaż zaliczany do grupy pielęgnic karłowatych - nie jest wcale taki mały. W literaturze ichtiologicznej i akwarystycznej można przeczytać, że dorosłe samce osiągają 8, 9 lub 10 cm. Pewne rozbieżności w oznaczaniu długości ciała, do których dochodzą drobne nieścisłości w klasyfikowaniu palety barw, wynikają, po pierwsze, z uwarunkowań genetycznych poszczególnych osobników, a po drugie, z uznania za wzorcowe różnych odmian lokalnych, odławianych w ściśle określonych miejscach i środowiskach.

Osobną kwestią, mającą oczywiście wpływ na rozmiary i ubarwienie konkretnych ryb, są warunki stworzone im w domowym akwarium, a w szczególności - jakość podawanego pokarmu.

Notabene największy samiec, jakiego osobiście miałem przyjemność obserwować, zamieszkiwał wraz ze swoją partnerką zaprzyjaźniony sklep zoologiczny. Miał imponujący romboidalny ogon i mierzył 101 mm. Stwierdziliśmy to komisyjnie - Kasia, Tomek (właściciel sklepu) i ja - by żadne z nas w pojedynkę nie uległo złudzeniom i pobożnym życzeniom. Ów imponujący przedstawiciel gatunku wciąż uczestniczył w aktach rozrodu w obszernym akwarium tarliskowym. Był jurny i pełen wigoru. Jego partnerka - jak zasadnicza większość reprezentantek płci pięknej - była o ponad 2 cm krótsza od swego smuklejszego partnera, ale za to znacznie bardziej korpulentna. Jej część brzuszna - jak to się dzieje u każdej samicy w okresie poprzedzającym złożenie ikry - pękała nieomal w szwach. Owszem: przypominała kulę.

Biotop naturalny a warunki w akwarium

P. pulcher zamieszkuje deltowate ujście rzeki Niger w Afryce zachodniej (południowa Nigeria). Występowanie izolowanej populacji („Ndonga”) stwierdzono też w Kamerunie. Gatunek spotykany jest często tam, gdzie prądy rzeczne napotykają opór napływów oceanicznych i woda słodka miesza się częściowo z morską, dając w efekcie ciecz o słabym zasoleniu. Właśnie dlatego zaleca się dodanie odrobiny soli morskiej do wody akwariowej, co może mieć decydujące znaczenie w utrzymaniu przy życiu dzikich egzemplarzy z odłowu, ale już takie nieodzowne w chowie ryb przywykłych od dziesięcioleci do standardowej polskiej „kranówki” bynajmniej nie jest. Sól akwarystyczna(w ilości ok. 1,5 łyżeczki na 5 litrów) może natomiast odegrać kolosalną rolę na późniejszym etapie, a mianowicie w uchronieniu świeżo złożonej ikry przed atakiem pleśni.

Tak czy inaczej - typowym siedliskiem barwniaków są obficie zarośnięte i leniwie snujące się wody, naznaczone mnogością kryjówek, w postaci zwalonych pni oraz splątanych gałęzi i konarów. Zatopione dziuple i groty z korzeni, a także jamki utworzone w nadbrzeżnych burtach i skarpach stanowią naturalne miejsce schronienia i składania ikry. Środowisko jest lekko kwaśne, temperatura dosyć wysoka, a docierające światło - z reguły rozproszone i nieostre. Cały ten charakterystyczny biotop dolnego odcinka afrykańskiej rzeki można spróbować odwzorować w domowym zbiorniku, sięgając po kilka wypróbowanych sposobów. Nie jest to trudne, gdyż akwarium dla barwniaków nie musi być szczególnie okazałe. Wyrośniętej parze ryb w zupełności wystarcza klasyczny zbiornik 70-80-centymetrowej długości. A jako akwarium tarliskowe może posłużyć nawet „baniak” nieco mniejszy.

Imitując środowisko naturalne należy, po pierwsze, sprowokować delikatny (niezbyt silny) przepływ wody, która powinna być bardzo czysta - zarówno chemicznie, jak i biologicznie. W tym celu dobrze jest zaopatrzyć się w wydajny filtr kaskadowy lub kubełkowy i pilnować, by stężenie toksycznych związków azotu nie przekraczało dopuszczalnych granic. Samą zaś ciecz trzeba regularnie odświeżać - tzn. wymieniać w ilości dochodzącej nawet do ¼ realnej objętości zbiornika. Z kolei pożądane lekko kwaśne środowisko pomogą nam sprokurować umoszczone na dnie, a uprzednio wysuszone liście migdałecznika morskiego lub dębu (stosowane już od lat przez hodowców krewetek, paleteki pielęgniczek południowoamerykańskich).

Po drugie, warto zamocować na tylnej ścianie akwarium wypukłe tło strukturalne (typu „Amazonka 3D”), imitujące brzeg rzeki. Zapewnimy w ten sposób rybom poczucie bezpieczeństwa, co jest szczególnie istotne w okresie godowym, kiedy to barwniaki stają się - delikatnie rzecz ujmując - nadpobudliwe. Doklejając do tła (za pomocą akwarystycznego silikonu) dodatkowe moduły z żywic samoutwardzalnych, do złudzenia przypominające naturalne groty lub fragmenty wydrążonych pniaków, wyznaczymy tyleż akuratne, co konkretne miejsca tarła.

Po trzecie, boki akwarium powinny zostać obsadzone roślinnością zieloną, która zapewni zbawienne dla ryb strefy półcienia. Znakomicie sprawdzają się szybko rosnące nurzańce (Vallisneria), a także niektóre strzałki (Sagittaria), różdżyce (Ceratopteris), zwartki (Cryptocoryne) i żabienice (Echinodorus). Sadzenie delikatnych roślin jest raczej pozbawione sensu, gdyż barwniaki z lubością buszują w przydennej strefie akwarium, a w okresie godowym naruszają podłoże, przesypują żwir i kopią dołki w pobliżu komory lęgowej. Co więcej, ich dieta nie jest pozbawiona składników roślinnych, a zatem delikatne części dekoracyjnej flory mogą zostać po prostu skonsumowane. Kapitalną alternatywę dla roślin głęboko się ukorzeniających czy twardolistnych epifitów (mikrozoriów czy anubiasów) stanowić mogą kłębowiska pływających pędów moczarki argentyńskiej (Egeria densa) i rogatka sztywnego (Ceratophyllum demersum). Na koniec należy wspomnieć o potrzebie pozostawienia rybom nieco wolnej przestrzeni do swobodnego wypływania - najlepiej z przodu akwarium.

Wreszcie po czwarte: pokrętło termoregulatora na grzałce dobrze jest zatrzymać między 24 a 26°C, przy czym na okres tarła i wylęgu larw podniesienie ciepłoty wody do 27 stopni jest ze wszech miar zalecane.

Oddani i kochający rodzice

Barwniaki należą do ryb monogamicznych. Para powinna dobrać się samodzielnie spośród grupy wspólnie dorastającej młodzieży. Ale tarlaki można pozyskać także od znajomego hobbysty lub postarać się wyłonić zgodną parę, podpatrując zachowania dojrzałych ryb w stacjonarnym sklepie zoologicznym. Zakup w sklepie internetowym obarczony jest pewnym ryzykiem: nie mamy przecież pewności, czy aby ryby, sprzedawane nam jako autentyczne pary, nie zostały zestawione mechanicznie. A jakiekolwiek „małżeństwa z rozsądku” czy próby łączenia ryb na siłę - w tym dokwaterowywanie osobnika płci odmiennej do sztuki zasiedziałej już w naszym akwarium - rzadko kiedy kończą się pokonaniem wzajemnej oziębłości. Z drugiej strony: raz dobrana para trzyma się potem razem i pozostaje sobie wierna aż do końca. Odwdzięcza się nam też regularnym (co ok. 4 tygodnie) przystępowaniem do tarła.

Zapewniam, że jest wówczas na co patrzeć i co podziwiać. Chodzi nie tylko o intensyfikację barw i sam impulsywny taniec godowy. Barwniaki należą bowiem do najbardziej troskliwych i ofiarnych rodziców, nieszczędzących wysiłku i czasu na doglądanie i wychowywanie swoich młodych. Pierwsze skrzypce odgrywa samica, która - przy wsparciu samca - oczyszczoną wcześniej grotę obudowuje systemem zabezpieczeń, formując kopczyki i usypiska ze żwiru. Nierzadko przygotowuje w ten sposób dodatkową nieckę w pobliżu korzenia lub kamienia, do którego to zagłębienia w razie niebezpieczeństwa zostaje przeniesiony wylęg. Ale przede wszystkim matka strzeże przylepionej we wnętrzu groty stosunkowo dużej, beżowej ikry, intensywnie ją wachlując - dzięki czemu dobrze natleniona woda omywa jaja. Ich liczba waha się od kilkudziesięciu do stu kilkudziesięciu ziaren. Rodzicielka, usadowiona w środku komory, sytuuje się zwykle frontem do otworu i nie ustaje w gotowości, by pogonić każdego podpływającego intruza. Jej głowa wysuwa się niekiedy tak rytmicznie z komory-dziupli, że obrazek ten do złudzenia może przypominać klasyczny landszaft: zegar z kukułką. Samiec pilnuje w tym czasie całego obszaru tarliskowego. Jest silny i radzi sobie bez problemu z rybami podobnej wielkości.

Komunikacja między partnerami jest idealna. Niekiedy samiec wpływa do gniazda i zastępuje partnerkę, by ta uzupełniła niedobory pokarmowe. Jednak w okresie inkubacji jaj samica prawie nie przyjmuje pożywienia. W ciepłym środowisku (27-28°C) larwy, machające wahadłowo ogonkami, wykluwają się zwykle po 3 dobach, a po dalszych 6-7 zaczynają pływać. Jeśli temperatura wody jest niższa, cały proces - od złożenia jaj do resorpcji woreczków żółtkowych - może wydłużyć się do dwóch tygodni. Początkowo młode rybki są ni to cytrynowe, ni to półprzezroczyste, z nieregularnym wzorem ciemniejszych plamek po bokach ciała. Poruszają się skokami i w niczym nie przypominają jeszcze rodziców. Są jak brzydkie kaczątka, które dopiero za kilka miesięcy przeobrażą się w olśniewające łabędzie.

Niezdarne i bojaźliwe, zbijają się w ciasną gromadkę albo przywierają bez ruchu do dna, spoczywając jakby w stanie odrętwienia. Odważniejsze stają się dopiero wtedy, kiedy matka lub ojciec nadciągają z odsieczą. Zresztą w tym żłobkowo-przedszkolnym okresie ani przez chwilę nie zostają wystawiane na pastwę losu. Rodzinny korowód otwiera zazwyczaj samica, za nią podąża chmara narybku, z tyłu pojawia się samiec. Wszyscy maruderzy są momentalnie odszukiwani i brani ostrożnie do pyska. Rodzicielka przenosi młode i - niczym pasterz włączający zagubioną owcę do stada - wypluwa je w sam środek przemieszczającej się ławicy. W podobny sposób pomaga przedostać się zgubom do noclegowni, którą w pierwszym etapie ich życia stanowi grota lęgowa. Czasami to ojciec wodzi młode, zwiedzając z żerującymi maleństwami niemal wszystkie zakątki akwarium. Maluchy jedzą bez przerwy, są nieposkromione i łapczywie rzucają się na każdy podany pokarm. Jeśli karmione są obficie i często - kilka albo kilkanaście razy na dobę - rosną dosłownie w oczach.

Czym zaspokoić wilczy apetyt?

P. pulcher należy do ryb wszystkożernych, co oczywiście nie znaczy, że należy go karmić jednostajnie lub byle czym. Jeśli mamy zamiar cieszyć się zdrowymi rybami - dieta naszych podopiecznych musi być dobrze zbilansowana. Powinna zawierać zarówno składniki pochodzenia zwierzęcego (i to w zdecydowanej przewadze), jak i roślinnego (np. parzoną sałatę lub liście mniszka lekarskiego, a przede wszystkim płatkowane algi, w tym - zbawienną dla procesów życiowych spirulinę). Najłapczywiej spożywany jest wszakże pokarm żywy: godne polecenia są zwłaszcza rozwielitki oraz larwy wodzienia i czarnego komara. W okresie poprzedzającym tarło można dwa razy w tygodniu podawać podopiecznym mrożoną lub liofilizowaną ochotkę oraz żywe, wysokokaloryczne wazonkowce. Doskonałym uzupełnieniem menu są mrożone skorupiaki morskie: kryl i artemia, które - jako że bogate w naturalne karotenoidy - mają niezastąpione działanie wybarwiające. Chętnie przyjmowane są również wieloskładnikowe, wzbogacone witaminami i mikroelementami, wolno opadające płatki. Ale już do spożywania utrzymującego się na powierzchni wody lub spoczywającego na dnie granulatu należy barwniaki systematycznie przyzwyczajać.

Narybek karmimy żywymi larwami solowca (naupliusami artemii) i węgorkami (nicieniami) „mikro”. Po tygodniu wprowadzamy mrożone oczliki i drobne, przeciśnięte przez sitko dafnie. Pewnym urozmaiceniem diety będą roztarte na łyżce wazonkowce lub larwy ochotki. Z kolei witaminizowane pokarmy w żelu i wieloskładnikowe karmy w proszku dla narybku ryb ikrowych, sygnowane przez renomowane firmy, stanowić będą znakomity dodatek w tym bogatym codziennym jadłospisie.

Uwagi końcowe i przestrogi

Do dziś pokutuje opinia, że dorastające potomstwo barwniaków może pozostawać pod opieką rodziców nawet przez kilka miesięcy. Pogląd ten należy poddać rewizji: zarówno moje doświadczenia, jak i obserwacje wszystkich zaprzyjaźnionych ze mną akwarystów, którzy z powodzeniem rozmnażali barwniaki czerwonobrzuche, są zgoła inne.

Już po mniej więcej trzech tygodniach miłość rodzicielska słabnie, a wkrótce potem ustaje. Jeśli nie zaingerujemy w porę i nie wyłowimy młodych - czeka je marny koniec. Dotąd nadopiekuńczy, a teraz nagle wyrodni rodzice przygotowują się bowiem do odbycia kolejnego tarła. Atmosfera w akwarium gęstnieje: wzrasta podniecenie, rodzi się agresja. Nieodłowione młode muszą się teraz nauczyć natychmiastowego salwowania się ucieczką i rozpraszania w gąszczu roślin - inaczej zostaną wybite. Jeżeli jakiś podrostek przeżyje, a potem na nowo próbuje wkraść się w łaski rodziców i dołączyć do stadka złożonego ze swych młodszych sióstr i braci, bynajmniej nie jest akceptowany: rozpoznany jako intruz, jest raczej bity i przeganiany. Bezstresowe dzieciństwo udaje się natomiast przedłużyć, pozostawiając cały miot pod opieką matki. W tym celu należy odłowić samca, sztucznie rozdzielając parę, czego osobiście nie polecam.

Jakkolwiek hodowla barwniaków udaje się w odpowiednio dużym akwarium ogólnym, to ikra lub narybek zostaną zjedzone, gdy ich towarzyszami i sąsiadami będą gatunki drapieżne, duże pielęgnice lub organizmy z uporem penetrujące dolne strefy wody. Moje barwniaki przez długi czas były wprawdzie wdzięcznymi współmieszkańcami kilkusetlitrowego akwarium towarzyskiego, lecz do wyprowadzania narybku nigdy nie dochodziło. Najwidoczniej nie miały wystarczającego komfortu i spokoju. Każdy zakątek i czeluść zbiornika były bowiem cyklicznie przeczesywane przez grupę okazałych bocji wspaniałych. Dopiero po przeniesieniu pary do odrębnego lokum, ryby niemal z marszu przystąpiły do tarła. Epicentrum uwieńczonych sukcesem godów okazała się przepołowiona łupina orzecha kokosowego, do której wejście zostało prawie doszczętnie zasypane. Przez pozostawiony w żwirze wąski przesmyk ryby przeciskały się do środka wydrążonej łupiny bokiem! À propos: wielu hodowców w celach rozpłodowych z powodzeniem stosuje postawione do góry dnem doniczki ceramiczne, które powinny mieć wywiercony z boku otwór.

Niezłym towarzystwem dla barwniaków w akwarium ogólnym okazują się natomiast popularne żyworódki, niektóre karpiowate i kąsaczowate, a także niewielkie zbrojniki niebieskie. W okresie tarłowym „pelvicachromisów” wszystkie te gatunki trzymane są na odpowiedni dystans.

Zagrożeniem bywają natomiast ślimaki. Wiedzione aromatem złożonej ikry, kierują się w stronę gniazda. Sam popełniłem kiedyś opłakany w skutkach błąd, wpuszczając nieopatrznie - tzn. zbyt wcześnie - dwie dorodne ampularie, które miały pełnić nieocenione funkcje sanitarne: zjadać nadwyżki pokarmowe i nie dopuszczać do psucia się wody. Moja nadzieja na „ekologiczną harmonię” okazała się płonna: kiedy tylko ikra została złożona, jeden ze ślimaków sforsował wejście do groty i dokonał totalnego dzieła zniszczenia.

Zachęcająca puenta

Postawmy kropkę nad „i”: barwniak czerwonobrzuchy należy do najbardziej urodziwych i żywotnych pielęgnic świata. Nie poddaje się łatwo inwazjom różnych chorób. Doprawdy trudno go zatem nie polecić osobom, które dotychczas nie miały jeszcze do czynienia z rybami aktywnie opiekującymi się swym potomstwem. Drodzy adepci akwarystyki: jeśli pragniecie rozmnożyć swoje pierwsze pielęgnice, barwniak czerwonobrzuchy jest rybą właśnie dla was. Nie tylko nie ma specjalnie wygórowanych wymagań co do parametrów wodyi wielkości zbiornika, ale również - przy spełnieniu kilku podstawowych warunków hodowlanych - chętnie przystępuje do tarła. Sam zaś wychów narybku P. pulcher jest zaiste bezproblemowy.

 

---------------------
1 W handlu sporadycznie spotykana jest odmiana albinotyczna barwniaka czerwonobrzuchego - tzw. Pelvicachromis pulcher albino.

 

Artykuł opublikowany dzięki uprzejmości Magazyn Akwarium

barwniak czerwonobrzuchy Pelvicachromis pulcher

High-quality materials with premium finishes make N Series laptops both stylish and strong. The ripple-effect speaker mesh projects artistic beauty and echoes sound excellence, showcasing appealing aesthetics and better audio.

Jak podobał ci się ten artykuł?

ZOOLO
Register New Account
Reset Password
Compare items
  • Business category (0)
  • Technology category (0)
Compare
0